Wczytywanie teraz
×

5 pytań do… Ewy Mielczarek

5 pytań do… Ewy Mielczarek

Zapraszamy do rozmowy z autorką powieści Ewą Mielczarek. Bibliotekarką, pisarką, żoną i mamą. Pełną pasji wyjątkową mieszkanką powiatu suskiego.

Książkosfera: Pisanie o tym, co się zna, jest bardzo dobrą praktyką pisarską, powszechnie polecaną przez autorów takich jak Stephen King czy John Irving. Ale to Amerykanie, a my żyjemy w Polsce. Czy nie bałaś się, że pisząc o Suchej Beskidzkiej, miejscu, w którym żyjesz, znajdziesz się od razu na językach?

Ewa Mielczarek: Myślę, że w wielu twórcach siedzą takie dwa wilki: z jednej strony chcemy, żeby wszyscy o nas mówili, z drugiej, boimy się, że to nastąpi. Jestem świeżo po premierze, dlatego w moim przypadku głośniejszy jest teraz ten pierwszy wilk. Wiem, że nastąpi ten dzień, że pewnego dnia się obudzę i z przerażeniem odkryję, że ktoś może przeczytać mój tekst i stwierdzić, że to na pewno o nim. Tak się zdarzało w przypadku moich poprzednich powieści, doszło nawet do paru dramatycznych wydarzeń w moim życiu prywatnym, a nigdy moją intencją nie było opisywanie kogoś prawdziwego. Sama nawet nie dostrzegam tamtych podobieństw.

Sucha Beskidzka to miejsce, w którym się urodziłam, wychowałam, tu pracuję, stąd pochodzi cała moja rodzina. Dla tej powieści, dla tej serii, nie wyobrażałam sobie innego miejsca akcji. Chciałam zabrać czytelniczki na spacer naszymi ulicami i chciałam osobom, które tu mieszkają, pokazać, jak Sucha może zachwycać. To w sumie jest zabawne. Na co dzień rzadko dostrzega się piękno miejsca, w którym się żyje, przyjmuje się to za pewnik, dopiero wizyta znajomych z daleka sprawia, że potrafimy czasami spojrzeć inaczej. Chciałabym, żebyśmy częściej potrafili się zatrzymać i pokochać naszą rzeczywistość.

Odpowiadając na Państwa pytanie, muszę powiedzieć szczerze: mam nadzieję, że wszyscy będą o mnie mówić i czytać „Festiwal Spadających Liści”, ale jeszcze bardziej marzy mi się, że będą mówić o Suchej Beskidzkiej i odwiedzać nasze miasto. Może po publikacji całej serii zacznę organizować wycieczki inspirowane przygodami bohaterek? Kto wie. ;D

Książkosfera: Opowieść emanuje serdecznością, życzliwością i optymizmem. To losy czterech różnych bohaterek, a ich sytuacja życiowa diametralnie się od siebie różni. Jedna z nich jest lesbijką, która boi się wrócić do Polski. Uważasz, że nasz dalej jest radykalnie homofobiczny? 

Ewa Mielczarek: Nie uważam, że Polska jest homofobiczna, tak jak sądzi Kamila, bohaterka powieści. Owszem, istnieją osoby, grupy osób, które są w tym temacie okropne i starają się polaryzować społeczeństwo. Na strachu najłatwiej budować polityczne poparcie, a z kolei strach przed nieznanym jest niczym dziwnym. To w naszej naturze – nie wchodzę do ciemnego lasu, bo czuję, że tam może mnie spotkać coś niebezpiecznego. Ale jeżeli już znamy ten las, mamy latarkę, nie robi nam różnicy, że wejdziemy. Edukacja i akceptacja są takimi naszymi metaforycznymi latarkami.

Gdy chodziłam do szkoły, wydawało mi się, że nie znam żadnej osoby ze społeczności LGBT+, cały temat jawił mi się jako abstrakcja, przedstawiona w filmach jako coś przekoloryzowanego  (w obie strony, albo gej był psychopatycznym mordercą z mroczną przeszłością albo ekspresyjnym wujaszkiem w dziwacznych ciuszkach). Dopiero później, kiedy znajomi zdobywali się na odwagę do przyznawania się, kim naprawdę są, zaczęłam dostrzegać prawdę. Prawdę o nazwie normalność.

Dlatego też w moich książkach pojawiają się bohaterowie z mniejszości seksualnych, ale są po prostu zwyczajni. Najbardziej szalona rzecz to to, że jedna z nich miała niebieskie włosy. Po cichu liczę na to, że moje uchwycenie tego tematu będzie taką latarką dla niektórych czytelników, którzy nie mają na co dzień styczności z osobami LGBT+ lub wydaje im się, że nie mają. A może ktoś zdobędzie się dzięki moim bohaterkom na odwagę? A może wszyscy czytelnicy po lekturze drugiego tomu serii zaczną domagać się wprowadzenia równości małżeńskiej w naszym kraju? Byłoby pięknie.

Książkosfera: Czy chciałaś, aby pod pierzyną lekkiej, uczuciowej powieści z mocnym wątkiem romantycznym wybrzmiał Twój polityczny, społeczny manifest?

Ewa Mielczarek: Okazuje się, że to wychodzi mi przy okazji. Sama chcę opowiedzieć historię o miłości i przyjaźni, a tu nagle pojawia się coś ważnego społecznie. Myślę, że to dlatego, że znam swoje bohaterki i one nie żyją w próżni. Jestem osobą zaangażowaną i interesuję się tym, co się dzieje – oczywiście, nie w takim stopniu, jakbym chciała, ale doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Jeżeli w moich książkach przekazuję swoje poglądy, to nie jest to mój główny cel, raczej podobieństwo bohaterek do mnie i nasz brak obojętności na świat.

Cieszę się, że czytelnicy przy okazji „zwykłej” historii mogą się czegoś nauczyć. 

Książkosfera: Czujesz się bardziej pisarką obyczajową, romansową, a może tworzącą teksty dla młodych dorosłych?

Ewa Mielczarek: Czuję się pisarką po prostu. Nie ograniczam się do gatunków czy grup wiekowych. Moim wielkim marzeniem jest wydać coś dla dzieci, ale te teksty, które tworzę, na razie nie spełniają moich oczekiwań pod względem jakości, dlatego jeszcze nie oddałam ich czytelnikom. Ostatnio na jednym ze spotkań autorskich ktoś zasugerował, że powinnam zabrać te historie, które tworzyłam w dzieciństwie i je opublikować dla najmłodszych, ale zupełnie nie zgadzam się z takim podejściem. W opowieściach dla dzieci każde słowo jest na wagę złota. Musimy szanować ich wrażliwość, przedstawiając ich świat, ale też dorzucić odrobinę dorosłej interpretacji. Może w przyszłym roku spróbuję stworzyć coś, co z dumą będę mogła pokazać młodym odbiorcom. To moje marzenie.

Jeżeli chodzi o całe spektrum mojej twórczości, w szufladzie mam nawet thriller, ale pisany w złości, bardziej w ramach terapii przez sztukę, gdzie mogłam „wygarnąć” wszystko pewnej osobie, która mnie skrzywdziła. Nigdy nie doczekamy się jego publikacji.

Uwielbiam pisanie, kocham ten moment, kiedy mogę usiąść w swoim gabinecie i w otoczeniu ściany pełnej książek wrzucać bohaterów w różne sytuacje życiowe i razem z nimi zastanawiać się nad światem i naszą rolą w tym wszystkim. 

Książkosfera: Kto szczególnie powinien przeczytać „Festiwal Spadających Liści”? Kogo najbardziej wg Ciebie ta lektura usatysfakcjonuje?

W tym momencie? Sama powinnam przeczytać „Festiwal Spadających Liści”. Piszę właśnie drugi tom serii, dlatego odświeżenie sobie perypetii bohaterek bez myślenia o korekcie autorskiej czy redakcji będzie idealnym zajęciem na weekend. A tak poważnie, to opowieść dla tych, którzy lubią życiowe historie. Gdy na targach książki opowiadałam o fabule, to ktoś rzucił komentarz, że jestem taką lewacką Musierowicz. Spodobało mi się to określenie, bo sama jestem fanką Jeżycjady i być może jest wiele podobieństw między naszymi książkami. To historie o miłości, rodzinie, pełne ciepła, osadzone w prawdziwych, polskich realiach.

„Festiwal Spadających Liści” można przeczytać w dwa wieczory, ale wierzę, że niektóre wątki, niektóre cytaty zostają w sercu na dłużej.

Dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Mam nadzieję, że portal będzie się rozwijać i stanie się wyjątkowym miejscem na czytelniczej mapie polskiego Internetu. Potrzebujemy czegoś takiego.

Książkosfera: Również bardzo dziękujemy za wspaniałe życzenia. Mamy nadzieję, że Festiwal Spadających Liści” i kolejne części serii spotkają się z takim entuzjazmem czytelników, z jakim i my pochłanialiśmy tę znakomitą lekturę.

Miłośnicy literatury polskiej i światowej, którym zależy na promocji czytelnictwa. Redakcja złożona z bibliofilów, filologów, biblioterapeutów, bibliotekarzy i ludzi kultury. Wszystko po to, by można było czytać o tym, co warto przeczytać.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć